Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty

13 lut 2012

Prawdziwa zima

Zima nie chciała do nas przyjść, pojechaliśmy więc jej poszukać. Całą rodziną, a dodatkowo z przyjaciółmi.
Słowacja, góry, narty i sanki. Kilkunastostopniowy mróz w dzień. Kilkudziesięciostopniowy - nocą. Mnóstwo śniegu. Dobre jedzenie i jeszcze lepsza zabawa - ku uciesze dzieciaków.
W dzień szaleliśmy na stoku, jedni na nartach, inni na sankach. P.rozpoczął naukę jazdy na nartach w szkółce narciarskiej i świetnie sobie radził. Być może w przyszłym roku będzie już śmigał z tatusiem. Nutka wyrywa się do nart, jeśli jej ten entuzjazm pozostanie, za rok ją także zapiszemy do szkółki. Kociak hibernował się na mrozie, w gondolce wózka, szczelnie otulony w wełnianym śpiworku, przesypiał słodko wszystkie wyjścia.
Wieczory przy ciepłym kominku, długie rozmowy,śmiech dzieciaków. Mimo pozornie wypełnionego grafiku - mieliśmy z mężem także dużo czasu na spokojną lekturę.
Czego chcieć więcej od udanego urlopu?

3 paź 2011

***

W lipcu mieliśmy pogodę listopadową, za to teraz przeżywamy lato tej jesieni! ;-)

Cieszymy się tym, jak możemy i każdego dnia staramy się spędzać jak najwięcej czasu na dworze. W tygodniu utrudnia nam to praca i przedszkole, za to weekendami nadrabiamy.
Spacery w parku, rowery, place zabaw - i zbieranie owoców jesieni, karmienie wiewiórek orzechami.

Dzieci chętnie pomagają także w jesiennych pracach na ogrodzie - prawdziwym hitem, jak co roku, są grabie ;-)
Łapiemy słońce i ładujemy akumulatory na zimę.

Niestety, taka pogoda ma też swoją cenę - duże różnice temperatur pomiędzy porankiem/wieczorem a środkiem dnia plus uparty pięciolatek - równa się silne przeziębienie. Jutro pewnie czeka nas lekarz.

4 lip 2011

Spacer w Deszczu

Aura nie dopisuje. Listopad w lipcu - ale my się deszczu nie boimy i codziennie na spacery chodzimy. Spacery w deszczu.
Kałuże, kalosze, płaszcze przeciwdeszczowe i parasole - które dziecko tego nie uwielbia? :)
Takie spacery doskonale bawią, dotleniają i hartują.

Dzisiejszy Spacer w Deszczu niespodziewanie zmienił się w Spacer w Ulewie, gdy nagle, pół godziny spacerem od domu, zastało nas urwanie chmury.
Córka wróciła do domu zachwycona i sucha, matka - od kolan w dół, kompletnie przemoczona ;) Teraz siedzę w wełnianych skarpetach, popijam ciepły napój i planuję popołudniowy wypad do obuwniczego. Bezdyskusyjnie, matka także potrzebuje kaloszy! ;)

4 maj 2011

Tak zwany długi weekend majowy

niespecjalnie nam się udał w tym roku. W sobotę odwiedziliśmy całą rodziną zoo, załapaliśmy się na ostatni dzień ładnej pogody.
Dzieciaki się wyszalały i bardzo im się podobało - na topie były zwłaszcza dzikie koty.
Obiecaliśmy im jeszcze co najmniej jedną wizytę w tym roku.



Mnie za to rzuciło się w oczy coś znacznie mniej przyjemnego. Mimo braku popielniczek - brak było również tabliczek zakazujących palenia papierosów. A co najmniej połowa rodziców w zoo namiętnie kurzyła fajkę za fajką! Zoo odwiedziły tłumy, więc nie sposób było przed smrodem uciec, nawet (!) o zgrozo, na placu zabaw.
W głowie mi się to nie mieści, ale po samotnych walkach o zakaz palenia na osiedlowym placu zabaw, nie mam ochoty wdawać się w kolejną taką walkę...
Całego świata sama nie zmienię, pozwolę sobie jednak na apel za pośrednictwem tego bloga:
Nie palcie papierosów w miejscach, do których zabieracie swoje dzieci!

W sobotę wieczorem Syn dostał wysokiej gorączki. Dziś chorzy są już wszyscy w domu, tylko ja się jeszcze jakoś trzymam.

12 lis 2010

Wczoraj

Najpierw rano, śniadanie na ciepło. Potem kurtki, czapki i do samochodu. Pojechaliśmy do lasu.
Pogoda próbowała pokrzyżować nam plany, drobny kapuśniaczek i stalowo-szare niebo straszyło potencjalną ulewą,
ale się nie daliśmy. Ochrona przeciwdeszczowa w plecaku i w drogę.

Najpierw spacerowaliśmy, obserwując późnojesienną przyrodę. Rozmawialiśmy o leśnych zwierzętach i roślinach, szukaliśmy grzybów (kilka, niejadalnych nawet znaleźliśmy) a także szyszek i żołędzi.
Znaleźliśmy nawet krzewy jagód, bezlistne, a wciąż pokryte dojrzałymi owocami.
Potem dzieci postanowiły pobiegać i pobawić się, najpierw w berka, potem w chowanego.
Oblane zdrowym rumieńcem, dziecięce twarze to wspaniały widok. Hartujemy się.
W końcu, z kieszeniami pełnymi żołędzi i szyszek, wróciliśmy do samochodu.



W domu ciepła herbata na rozgrzanie i sycąca, gorąca zupa.
Chwilka odpoczynku,
po czym upiekliśmy pyszne, owsiano-pszenne, jagodowe muffinki. :)